Kilkadziesiąt sekund od momentu rozpoczęcia zawodów, zakotłowało się pod bramką miejscowych, kiedy to po dośrodkowaniu w „szesnastkę” Kornera, piłki nie zdołał złapać bramkarz i nastąpiło małe zamieszanie, którego nie udało się wykorzystać Santanie. W 6 minucie 100% okazji do zdobycia gola nie wykorzystał Tomasz Romanów z Wielkiego Klincza, który otrzymał podanie od Piotra Malka, lecz jego strzał wolejem z 5-6 metrów poszybował wysoko nad poprzeczką. W 11 minucie bardzo ładną akcję rozegrali gospodarze, którzy kilkoma podaniami znaleźli się przed bramką rywala, lecz akcja zakończyła się fiaskiem po podaniu Błażeja Dąbrowskiego, który na pamięć zagrywał do boku, gdzie nie było żadnego partnera. W 16 minucie na skrzydle w drybling wdał się Patryk Pobłocki z Kornego, a wykorzystał to Tomasz Romanów, który odebrał przeciwnikowi futbolówkę i natychmiast zagrał do przodu, gdzie w starciu obrońców z bramkarzem Piotrem Berthem piłka nagle znalazła się pod nogami Piotra Malka, a ten bezproblemowo wyprowadził swój team na prowadzenie.
Minutę później było już 1:1. Brak koncentracji gości w defensywie przy wykonywaniu rzutu wolnego wykorzystał Patryk Pobłocki, który zdobył gola po strzale głową i tym samym zrehabilitował się za swój udział w straconej przez jego drużynę bramce. W 24 minucie bliski zdobycia drugiej bramki dla Kornego był Błażej Dąbrowski, który potężnym uderzeniem przełamał ręce interweniującego Artura Krużyckiego, a piłka uderzyła w słupek. W 30 minucie bramkową akcję zapoczątkował grający trener Santany, Tomasz Romanów. Po ograniu rywala na skrzydle, wypuścił wzdłuż linii Michała Łosińskiego, a ten mocno po ziemi posłał futbolówkę wzdłuż bramki, gdzie nikt nie zdołał jej przeciąć, ale na dalszym słupku dobrze akcję zamykał niepilnowany Marcin Helta i faktem stało się ponowne prowadzenie przyjezdnych.
120 sekund później kolejny cios dla Kornera. Po dalekim wykopie przez bramkarza z Wielkiego Klincza, głową do Piotra Malka zagrywał Michał Łosiński, a ten sytuacji sam na sam z Piotrem Berthem nie zmarnował i było już 3:1. Trzy minuty później, strzałem z narożnika pola karnego gości, stratę starał się zmniejszyć Paweł Słomiński, lecz pomylił się o kilkanaście centymetrów. Dwie minuty później wpadła piąta, a druga dla gospodarzy, bramka w tym pojedynku. Przy narożniku boiska Ariela Lubińskiego ograł Radosław Polowski i podał do Daniela Buszmana, który przyjął piłkę lewą nogą i od razu oddał piękny strzał, który znalazł drogę do celu. W 40 minucie bliski zdobycia kolejnego gola był Rafał Topka z Santany, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego trafił w… słupek. W 42 minucie wynik pierwszej odsłony spotkania na 4:2 dla przyjezdnych ustalił Tomasz Romanów, który wykorzystał okazję, stając oko w oko z golkiperem rywali. Jeszcze w samej końcówce o wpisanie się na listę strzelców mógł pokusić się Rafał Topka, lecz jego strzał z pierwszej piłki po podaniu Marcina Helty, minimalnie minął słupek. W tym momencie wydawało się, że żółto-czarnym w tej potyczce już nic złego się nie może przytrafić i spokojne kontrolowanie przebiegu meczu powinno przynieść pozytywne efekty. Rzeczywistość była jednak zupełnie inna i bardzo bolesna dla doświadczonego już A- klasowca.
Początek drugiej połowy to spokojna gra ekipy prowadzącej w zawodach i na jakieś zagrożenie pod którąś z bramek kibice musieli czekać do 55 minuty. Strzał z ostrego kąta oddał Piotr Malek, ale futbolówka przeszła obok słupka. W 61 minucie z rzutu wolnego Artura Krużyckiego w bramce gości starał się zaskoczyć Patryk Pobłocki, ale w tej sytuacji minimalnie chybił. Chwilę później fantastyczna okazja na zdobycie kolejnej bramki trafiła się Piotrowi Malkowi z Santany, który fatalnie przestrzelił w sytuacji sam na sam. Niewykorzystana sytuacja zemściła się dwie minuty później. Kolejne trafienie zaliczył Patryk Pobłocki, przy którego strzale Artur Krużycki nie miał najmniejszych szans. Kilkadziesiąt sekund później potężny strzał z rzutu wolnego na bramkę Kornera oddał Marcin Helta, ale Piotr Berth sparował piłkę na rzut rożny. W 66 minucie walkę o górną piłkę z obrońcą przyjezdnych wygrał Paweł Słomiński i znalazłby się sam przed bramką, gdyby w polu karnym nie wbiegł prosto na niego Ariel Lubiński, sprowadzając piłkarza gospodarzy do parteru. Kiedy wydawało się, że sędzia odgwiżdże ewidentny rzut karny, arbiter pokazał żółty kartonik zawodnikowi miejscowych, który rzekomo symulował faul.
W 70 minucie bierną postawę obrony na 17-18 metrze wykorzystał Patryk Pobłocki, który nieatakowany przez nikogo oddał strzał po długim rogu i doprowadził do remisu 4:4. Tym samym skompletował hat-tricka. Na 20 minut przed końcem zawodów zrobiła się niesamowita nerwówka i walka z czasem. Oszołomieni obrotem spraw goście nie potrafili skonstruować choćby jednej groźnej akcji, natomiast miejscowi różnymi sposobami starali się przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. W 75 minucie sam na sam z Arturem Krużyckim z Wielkiego Klincza wychodził Paweł Słomiński, ale golkiper Santany zachował przytomność i w porę ubiegł nadbiegającego rywala. W 78 minucie dobre podanie za linię obrony otrzymał Patryk Pobłocki z Kornego, a jego lob o kilka centymetrów minął słupek. Kilkadziesiąt sekund później ponownie ładnym strzałem popisał się Patryk Pobłocki, ale golkiper żółto-czarnych palcami zdołał przenieść futbolówkę nad poprzeczką. Na siedem minut przed końcem meczu prowadzenie gospodarzom dał Krystian Kowalewski, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i strzałem głową dał wygraną swojemu teamowi. Warto odnotować, że od 62 minuty zawodów, piłkarze z Wielkiego Klincza jakąś porządną akcję przeprowadzili dopiero w 90 minucie. Dośrodkowania w „szesnastkę” Michała Łosińskiego jednak nikt nie przecinał i piłka przeszła wzdłuż bramki.
Jak piękny i przewrotny jest futbol boleśnie przekonali się zawodnicy Tomasza Romanowa, którzy po pierwszej połowie prowadzili 4:2, ale zdążyli w 45 minut przegrać mecz 4:5. Dla Kornera jest to bardzo ważne zwycięstwo i trzy punkty, które pozwoliły temu zespołowi opuścić ostatnią pozycję w tabeli. Dla Santany z kolei ta porażka nie przynosi chluby. Gracze z Wielkiego Klincza muszą o tym bolesnym doświadczeniu jak najszybciej zapomnieć, bo w następnej kolejce zmierzą się u siebie ze Sławkiem Borzechowo, który jest liderem A- klasy i do tej pory jeszcze nie przegrał. Jeśli żółto-czarni chcą zmazać plamę, muszą postarać się o korzystny rezultat z starciu z borzechowianami, a na pewno ich na to stać, co już udowodnili niejednokrotnie w ubiegłym sezonie, kiedy to potrafili wygrywać z naprawdę silnymi rywalami. Gorący doping kibiców na pewno pomoże i w niedzielne (16.10) popołudnie będzie bardzo potrzebny.
Mateusz Dublinowski











